 |
| Widok z okna na Lądek Zdrój |
Gdy tylko spadnie pierwszy śnieg, wybieramy się z mężem(nadal się nie mogę przyzwyczaić, że to już nie chłopak);-)) w Kotlinę Kłodzką by oddać się białemu szaleństwu i pośmigać na deskach. Udajemy się wtedy do Czarnej Góry, poza feriami zimowymi do Zieleńca, a ostatnio odkryliśmy całkiem przyzwoity stok w samym Lądku Zdrój. Przy okazji pod samym stokiem znajduje się restauracja rybna, w której można zjeść pstrąga z pobliskiego stawu oraz wiele innych smacznych dań, co mnie miło zaskoczyło.
 |
| Lądek Zdrój, w budynku po prawej znajduje się kawiarnia z dużym wyborem pysznych ciast |
 |
| "Zdrój Wojciech" z pijalnią wód siarkowo - fluorkowych |
Planując dłuższy wyjazd, spędzamy z A zwykle sporo czasu na szperaniu w
sieci i poszukiwaniu odpowiedniego noclegu. Fakt, że lubimy ładne,
przytulne miejsca z klimatem, z miłą obsługą i smacznym śniadaniem oraz
czystą pachnącą pościelą. Czy są to jednak aż tak wysokie wymagania,
żeby w całym regionie nie można było znaleźć ani jednego takiego
zakątka? Tak myśleliśmy do niedawna, aż zupełnie przypadkiem trafiliśmy
na stronę pensjonatu w Lądku Zdrój, który zauroczył nas zdjęciami
ślicznych pokoików z duuużymi małżeńskimi łóżkami i każdy w wyjątkowym,
niepowtarzalnym wiktoriańskim stylu. Wybraliśmy "Alicję", tę z krainy
czarów, choć kusić może również romantyczna Emma czy Margaret.
Łóżko cudownie wygodne, na stoliku słodki telefon w różyczki, bordowa miękka wykładzina, czyściutka aż nie wypada w butach wchodzić i najlepsze, podgrzewana podłoga w łazience, czyli raj dla moich wiecznie zmarzniętych stóp. I cicho, cichutko, żadnych odgłosów z za ściany, spokój absolutny, mimo pełnego obłożenia.
 |
| To właśnie nasza "Alicja" |
Po nartach mogliśmy się ogrzać popijając herbatę z porcelanowych filiżanek w sali kominkowej i porozmawiać z przemiłymi gospodarzami. Właściciele prowadzili przez wiele lat wiktoriański pensjonat w New Yersey i właśnie stamtąd przywieźli ze sobą pomysł na to cudowne miejsce. I co najpiękniejsze, pracy swojej nie wykonują z obowiązku, lecz z pasją i dużą przyjemnością. Gościa witają z szerokim uśmiechem, dużą otwartością i zarażają go pozytywną energią zachowując przy tym pełną naturalność. Nie spuszczają wzroku, gdy ktoś podchodzi do nich z zapytaniem, nie odpowiadają półgębkiem, nie dają odczuć, że jest się obsługiwanym z łaską. W pensjonacie "Grawert" czuliśmy się wyjątkowo, rozpieszczani, a zarazem swobodnie, jak u siebie. Myślę, że jeszcze nie raz się tam zatrzymamy i już nie mogę się doczekać wiosny, tego widoku na park zdrojowy, pierwszych promyczków słońca podczas picia kawy na tarasie. Ach, rozmarzyłam się ...
A tymczasem mamy przed sobą Walentynki i myślę, że "Grawert" idealnie się nadaje na romantyczny weekend z ukochaną osobą.